30 mar 2009

odgrobadogroba

Bardzo lubię filmy, w których opowiadana historia wypełnia ekran i nie pozostawia wiele miejsca na efekty specjalne. Oczywiście fajerwerki czasem tez są fajne, ale jak bajka jest ciekawa to i bez smoka się obejdzie.

Pero ma talent oratorski. Jest zawodowym mówcą pogrzebowym. Może się wydawać śmiesznym lub mało męskim takie zajęcie, lecz tak naprawdę towarzyszenie człowiekowi w jego ostatniej podróży i powiedzenie paru ciepłych i niebanalnych słów na pogrzebie pozostawia ślad w pamięci ludzi, którzy go znali. Czy nie wydaje się kuszącym, aby pamiętano o nas i po śmierci?

Poza pracą Pero ma rodzinę. Siostrę nie dogadującą się z ojcem swojego syna. Drugą siostrę, głuchoniemą żyjącą we własnym świecie. Ojca pogrążonego w depresji po śmierci żony. Sam podkochuje się w Renacie, która okazuje się zbyt ekscentryczna dla niego. Właściwie to najbliższy kontakt ma z przyjacielem wożącym go na pogrzeby, dla którego sensem życia jest samochód. Chyba powstrzymam się przed pisaniem o samej fabule, bo to nie ładnie zdradzać wątki filmu.

To film dla tych, co lubią leniwe opowieści, wygrzane w południowym słońcu, ale nie stroniące od nagłych zwrotów. W tej opowieści zwrot jest naprawdę karkołomny. Jest i śmierć i tak często obecna w filmie z racji profesji Pera, ale wydaje się, że ci, którzy jej doświadczyli i tak maja przewagę nad tymi, których ominęła.

kapelusznik