skip to main |
skip to sidebar
Ten film jest tak wysmakowany plastycznie, że aż strach go opisywać, bo cóż opisywać słowami obrazy, które mówią same za siebie. Połączenie wyobraźni dziecka z wojenną rzeczywistością sugeruje, że jest to ucieczka zagubionej bezbronnej istoty przed brutalnością świata, któremu wydaje się nie zależeć na niczyim życiu. Chyba ta obojętność najbardziej boli zagubione małą bohaterkę. Wszystko w tym filmie jest takie sugestywne. Łatwo nam widzom identyfikować się z samotnością Ofelii. Widzimy jej tęsknotę za matką, ból jaki sprawiają jej słowa ojczyma, że lekarz ma ratować noworodka a nie matkę. To prawdziwe próby dla osamotnionej dziewczynki. Przeniesienie do świata fantastycznego pozwala jej na przeżycie i zachowanie godności. Celowo napisałam fantastycznego a nie fantazji bo film nie daje jasnej odpowiedzi, po której stronie zostaje Ofelia. Rozsądek mówi nam, że umiera ale ludzkie pragnienie przetrwania skłania się ku wierze w śmierć jako w przejście na inna stronę. W filmie nie ma zbędnych scen a przemoc ograniczona jest do minimum, nie jest to jednak film pozbawiony brutalnych momentów. Te które są bolą bardzo, prawie fizycznie. Aktorzy są naprawdę wspaniali ich doskonałą grę docenia się właściwie po zakończeniu filmu. To, że film jest taki dobry wynika z tego, że tak bardzo identyfikujemy ich z postaciami. Nienawidzimy Vidala, boimy się razem z Mercedes. Rozumiemy nawet gniew i żal matki kiedy Ofelia zniszczyła nową sukienkę mimo, że orientujemy się w sytuacji lepiej niż ona. Tak aktorzy wywiązali się ze swoich zadań celująco.Po takim filmie mam niestety żal do Guillermo del Toro. Nie o Labirynt a o Sierociniec, który w ramach solidarności zawodowej firmował swoim nazwiskiem. Ale o tym innym razem.
kapelusznik
To filmiszcze aż prosi się o parę ciepłych słów. Nie dało się tego obejrzeć od początku do końca nawet jako dodatek do prasowania. W kinie na tym filmie była moja lepsza połowa a ja nie i jestem bardzo zadowolona z tego. Miałam okazję zobaczyć to „dzieło” w domu. Naprawdę nie można usprawiedliwiać miałkości treści, tandetnego scenariusza i kiepskiej gry aktorów faktem, że to ekranizacja komiksu. Komiks to rozrywka dla mas ale wcale nie musi być papkowata. Ekranizacja komiksu nie powinna być papierowa bo film to nie papier. Twórcy filmu nie potrafili tchnąć życia w postaci na ekranie. Nieumiejętność podjęcia tematu widać na każdym kroku.Odniosłam np. wrażenie, że bohaterowie poruszali się jakby mieli się zaraz rozsypać. Rozumiem, ze chodziło o dostojność ale coś nie wyszło. Mnie najbardziej odstręczały nadęte przemowy. Nikt tam z nikim nie rozmawiał tylko wszyscy przemawiali, zupełnie jak w parlamencie, tylko nie zaczynali od „WYSOKA IZBO”. Nie poczułam zupełnie spójności w tym filmie, jakby zlepiono wiele nagranych luzem scen. W jednej Leonidas kroczy po pałacu w następnej wspina się na skałki, jakaś kobitka wije się w tiulach potem scena w szczerym polu z jakimiś ludźmi (to chyba byli przedstawiciele chłopów). Sceny walki pominę bo i tak się nie znam, nie porywają mnie. Naprawdę nie rozumiem takich filmów chyba jednak trzeba być mężczyzną. A testosteron w tym filmie? Oni nie byli z testosteronu tylko z tektury, też na T.
kapelusznik
Basiu, tego bloga dedykuję Tobie. To nie są górnolotne słowa, widmo przypominania o każdym wpisie na stronie innej niż pierwsza trochę mnie rozstrajało. Moje odpowiedzi będę pisała tutaj z zaznaczeniem o którą notkę mi chodzi. Myślę, że pojawią się i moje własne wpisy, które będą nie tylko odpowiedzią na twoje notki. To będzie taka namiastka forum i zawsze jakaś wymiana mysli.
kapelusznik