27 cze 2008

labirynt fauna

Ten film jest tak wysmakowany plastycznie, że aż strach go opisywać, bo cóż opisywać słowami obrazy, które mówią same za siebie. Połączenie wyobraźni dziecka z wojenną rzeczywistością sugeruje, że jest to ucieczka zagubionej bezbronnej istoty przed brutalnością świata, któremu wydaje się nie zależeć na niczyim życiu. Chyba ta obojętność najbardziej boli zagubione małą bohaterkę. Wszystko w tym filmie jest takie sugestywne. Łatwo nam widzom identyfikować się z samotnością Ofelii. Widzimy jej tęsknotę za matką, ból jaki sprawiają jej słowa ojczyma, że lekarz ma ratować noworodka a nie matkę. To prawdziwe próby dla osamotnionej dziewczynki. Przeniesienie do świata fantastycznego pozwala jej na przeżycie i zachowanie godności. Celowo napisałam fantastycznego a nie fantazji bo film nie daje jasnej odpowiedzi, po której stronie zostaje Ofelia. Rozsądek mówi nam, że umiera ale ludzkie pragnienie przetrwania skłania się ku wierze w śmierć jako w przejście na inna stronę. W filmie nie ma zbędnych scen a przemoc ograniczona jest do minimum, nie jest to jednak film pozbawiony brutalnych momentów. Te które są bolą bardzo, prawie fizycznie. Aktorzy są naprawdę wspaniali ich doskonałą grę docenia się właściwie po zakończeniu filmu. To, że film jest taki dobry wynika z tego, że tak bardzo identyfikujemy ich z postaciami. Nienawidzimy Vidala, boimy się razem z Mercedes. Rozumiemy nawet gniew i żal matki kiedy Ofelia zniszczyła nową sukienkę mimo, że orientujemy się w sytuacji lepiej niż ona. Tak aktorzy wywiązali się ze swoich zadań celująco.Po takim filmie mam niestety żal do Guillermo del Toro. Nie o Labirynt a o Sierociniec, który w ramach solidarności zawodowej firmował swoim nazwiskiem. Ale o tym innym razem. kapelusznik

Brak komentarzy: