25 cze 2008

dedykacja

Basiu, tego bloga dedykuję Tobie. To nie są górnolotne słowa, widmo przypominania o każdym wpisie na stronie innej niż pierwsza trochę mnie rozstrajało. Moje odpowiedzi będę pisała tutaj z zaznaczeniem o którą notkę mi chodzi. Myślę, że pojawią się i moje własne wpisy, które będą nie tylko odpowiedzią na twoje notki. To będzie taka namiastka forum i zawsze jakaś wymiana mysli. kapelusznik

3 komentarze:

kapelusznik pisze...

A dlaczegóż by nie o życiu, przy okazji? uwielbiam filmy, które do takich dyskusji prowokują. I chyba niektóre po to są robione, by żyły po seansie, nie tylko jako wspomnienie czegoś przyjemnego, ale także niepokojącego, o czym trzeba porozmawiać. Taaa, ja rozumiem, że panowie na ekranie są wspomagani względem urody, czy w ogóle wyglądu zewnętrznego przez rzesze specjalistów, a nawet przez specjalne programy komputerowe - tak jak Brad Pitt w "Troji", ktoremu zrobiono komputerowo wszystkie mięśnie. Ale przecież widujemy ich także na fotakch zrobionych znienacka, czy w wywawiadach, gdzie mają tylko lekki makijaż. Co do oczu Roberta D. - rzeczą naturalną i pewną jest, że się starzeje, razem z nimi, ale ma tak piekne rysy, że jeszcze długo będzie dobrze wyglądał. Pod warunkiem, że się nie rozpije i nie napuchnie oraz nierozbisurmani pod innym względami - bo uzywki urodzie nie służą. Jutro wpiszę się pod 300. Widzę, że mamy podobne zdanie. Moją opinię znasz pewnie jeszcze z forum. :)

kapelusznik pisze...

A to dobre co Dudziak powiedziała. Takie małe a cieszy. My jednak piszemy o filmowych panach a oni są tak odrealnieni, że nie można przecież brać poważnie ich prezencji i spojrzeń, które przecież są wspomagane kamerami, makijażem i soczewkami kontaktowymi. Słynne spojrzenie Lamberta, który ma silną wadę wzroku i brak okularów dodaje mu zamglony wzrok i wiele fanek. Tak więc życie swoje a film swoje. No a my przecież nie o życiu chcemy dyskutować.:D kapelusznik

Anonimowy pisze...

Rewelacja! Ale świetny pomysł z tym twoim blogiem! Dzięki za dedykację. Miło mi, że przyczyniłam się do czegoś, co być może kiedyś obrośnie w sieci legendą. ;) ;)Masz rację, sytuacja u mnie z komentarzami pod starymi notkami nie należy do komfortowych. Teraz będę zaglądać do Ciebie, ty do mnie i będziemy sobie prowadzić taki blogowy dialog filmowy, tu i tam. Odpowiadam więc w kwestii Roberta Downeya jr-a, którego temat pojawił sie w związku z "Zodiakiem". Rzeczywiście, dlaczego ja tak jestem zapatrzona w te jego młode oczy? Dlaczego dopiero ty musiałaś mi otworzyć moje, żebym zauważyła zamiast braku młodzieńczego blasku obecność melancholii, co czyni jego spojrzenie jeszcze bardziej zniewalającym. Chemii (tak, tak to bardzo niegrzeczny i niepoprawny chłopiec) w ogóle nie biorę pod uwagę, to brzmi tak nieromantycznie. :) Wiek u mężczyzn może i nie jest zawalidrogą, w przeciwieństwie jak to bywa postrzegane w przypadku kobiet. Ale być może za parę lat zmienisz zdanie. Urszula Dudziak, będąca już w wieku emerytalnym, ma swoje ulubione powiedzenie względem panów i ich lat "starzy mnie brzydzą, młodych się wstydzę". Coś w tym jest. :) Niestety :( Co do "Zodiaka" - to prawda, tak wiele czynników ma udział w odbiorze filmu. Być może gdybym oglądała go w domu, mogła sobie cofnąć to i owo, nasycić się tym specyficznym klimatem śledztwa, spojrzeć powtórnie w oczy Roberta D., zrobić sobie kawę i wypić ją prawie równolegle z redaktorami na ekranie, byłabym nastawiona do niego bardziej przychylnie. Ale - czytając jeszcze raz moją notkę widzę, że i tak nie było tak źle. Film mnie sprowokował do wielu skojarzeń, refleksji. Nie zapomniałam o nim zaraz po seansie, wręcz przeciwnie - czyli - jest bardzo dobrze. :) Pozdrawiam i kłaniam się radośnie - kapelusz z głowy - i z nadzieją na aktywną wymianę myśli. :)