22 paź 2008

sita śpiewa bluesa

„Sita śpiewa Bluesa” to rysunkowa wersja Ramajany, połączona ze współczesną historią umierającej miłości. Wygnany z domu ojca książe Rama mieszka w leśnej głuszy ze swoją kochającą żoną Sitą. Niestety ich szczęście nie trwa długo bo oto Sita zostaje porwana i więziona na wyspie Lanka. Rama ratuje ukochaną ale nie wierzy w jej czystość. Sita pomyślnie przechodzi próby mające udowodnić jej wierność i razem wracają do zamku Ramy bo oto kończy się czas jego wygnania. W rodzinnym domu Książe znowu powątpiewa w uczciwość żony i każe ją wywieźć za granice swojego państwa. Równocześnie z losami Sity śledzimy losy amerykańskiego małżeństwa, które rozpada się pod wpływem rozłąki. On wyjeżdża na kontrakt do Indii! A ona tęskni. Niestety po przyjeździe do męża nie ma już między nimi dawnej bliskości i kiedy ona wraca do jakiś czas do kraju on mailem powiadamia ją o tym, że chce się rozstać. W obu przypadkach mężczyzna nie wytrzymał próby czasu i rozłąki a kobieta stała się symbolem wiernej choć beznadziejnej miłości. Historia jakich wiele i dlatego takie znaczenie ma tutaj forma opowiadania. Film jest zrobiony wieloma technikami rysunkowymi. Każda historia ma swoją kreskę. A do tego całość ozdobiona jest piosenkami Annette Hanshaw. Bo w końcu Sita śpiewa bluesa. Do tego film jest bardzo dowcipny i wszyscy na sali śmialiśmy się do łez. A piosenki były tak trafnie dobrane i takie ładne. Zdecydowanie był to film, który mnie się najbardziej podobał. Historia indyjskiej księżniczki Sity i jej męża niedowiarka opowiedziana przez amerykańską animatorkę Ninę Paley podbiła moje serce. Byliśmy na tym filmie razem dziećmi i choć skierowany był do widowni dorosłej to i one dobrze się bawiły. Polecam nie tylko dla miłosników animacji. Polecam także piosenki Annette Hanshaw. kapelusznik

20 paź 2008

young@heart

W ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego obejrzałam wczoraj dokument pełnometrażowy „Young@heart”. Film opowiada o amerykańskim chórze z Northampton. Wiele jest takich historii ale ten chór zasługuje na film, który o nim zrobiono. Członkami zespołu są ludzie starsi, w momencie kręcenia filmu najmłodszy z nich miał 74 lata a najstarszy 92. W czasie 90 minut filmu śledzimy przygotowania do kolejnego tournee z nowymi piosenkami. Smaczku dodaje to, że zespół śpiewa piosenki popularne nie będące przedstawicielami jakiegoś konkretnego gatunku muzyki. Śpiewają piosenki pop, rock, punk rock. Boba Dylana, Sinead O’Connor, Pointer Sisters, Jamesa Browna. Każdą piosenkę próbują zrozumieć i zinterpretować zgodnie z własnymi odczuciami. W filmie poznajemy kilkoro z członków zespołu. Zaczynamy ich lubić i rozumieć. Widzimy jaką siłę daje im śpiew i poczucie jedności. Siłę tak dużą, że zapominamy iż są to starzy i często schorowani ludzie. W czasie kręcenia filmu dwoje chórzystów umiera. Smutne, szokujące? Byli bardzo chorzy, jeden z nich wycofał się już wcześniej ze względu na stan zdrowia a teraz miał zaśpiewać gościnnie. Niestety nie udało się. Drugi z nich przeszedł wcześniej sześć chemioterapii ale tym razem nowotwór nie czekał na leczenie. Mimo to reszta zespołu jedzie na koncert i śpiewa już po godzinie od otrzymania wiadomości o śmierci przyjaciela. Tak musi być. Ci ludzie wydają się pogodzeni, że taki los czeka nas wszystkich, mówią „Wszyscy podążamy ta samą drogą”, „kiedy padnę na scenie odsuńcie się i śpiewajcie dalej”. To nie są słowa na pokaz kiedy mówi to 86-latka. Kiedy widzimy jak śpiewają dla więźniów to czujemy, ze maja więcej życia i młodości niż młodzi ludzie siedzący naprzeciwko. Wspaniały, optymistyczny film. Wzruszający i zabawny. Mam nadzieję, że wejdzie do kin i polecam bo ich występy są porywające i w kinie będzie można to docenić. Oczywiście polecam ten film także w zaciszu domowym. Film zdobył 1 miejsce w plebiscycie publiczności w konkursie filmów dokumentalnych. kapelusznik