20 paź 2008

young@heart

W ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego obejrzałam wczoraj dokument pełnometrażowy „Young@heart”. Film opowiada o amerykańskim chórze z Northampton. Wiele jest takich historii ale ten chór zasługuje na film, który o nim zrobiono. Członkami zespołu są ludzie starsi, w momencie kręcenia filmu najmłodszy z nich miał 74 lata a najstarszy 92. W czasie 90 minut filmu śledzimy przygotowania do kolejnego tournee z nowymi piosenkami. Smaczku dodaje to, że zespół śpiewa piosenki popularne nie będące przedstawicielami jakiegoś konkretnego gatunku muzyki. Śpiewają piosenki pop, rock, punk rock. Boba Dylana, Sinead O’Connor, Pointer Sisters, Jamesa Browna. Każdą piosenkę próbują zrozumieć i zinterpretować zgodnie z własnymi odczuciami. W filmie poznajemy kilkoro z członków zespołu. Zaczynamy ich lubić i rozumieć. Widzimy jaką siłę daje im śpiew i poczucie jedności. Siłę tak dużą, że zapominamy iż są to starzy i często schorowani ludzie. W czasie kręcenia filmu dwoje chórzystów umiera. Smutne, szokujące? Byli bardzo chorzy, jeden z nich wycofał się już wcześniej ze względu na stan zdrowia a teraz miał zaśpiewać gościnnie. Niestety nie udało się. Drugi z nich przeszedł wcześniej sześć chemioterapii ale tym razem nowotwór nie czekał na leczenie. Mimo to reszta zespołu jedzie na koncert i śpiewa już po godzinie od otrzymania wiadomości o śmierci przyjaciela. Tak musi być. Ci ludzie wydają się pogodzeni, że taki los czeka nas wszystkich, mówią „Wszyscy podążamy ta samą drogą”, „kiedy padnę na scenie odsuńcie się i śpiewajcie dalej”. To nie są słowa na pokaz kiedy mówi to 86-latka. Kiedy widzimy jak śpiewają dla więźniów to czujemy, ze maja więcej życia i młodości niż młodzi ludzie siedzący naprzeciwko. Wspaniały, optymistyczny film. Wzruszający i zabawny. Mam nadzieję, że wejdzie do kin i polecam bo ich występy są porywające i w kinie będzie można to docenić. Oczywiście polecam ten film także w zaciszu domowym. Film zdobył 1 miejsce w plebiscycie publiczności w konkursie filmów dokumentalnych. kapelusznik

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Super! Potrzeba nam takich filmów, przypominających, że nie tylko do młodych świat należy. I wcale się nie dziwię, że nie przerwali koncertu z powodu smierci swoich kolegów, opłakiwać mogli ich przecież po występie, a tym zmarłym byłoby przykro, że z ich powodu coś nie wyszło.
Jestem ciekawa, jak to wizualnie się prezentowało. Mam nadzieje, że normalnie, staruszkowie wyglądali na tyle lat ile mieli i nie bylo to deprymujące. Tak bardzo jesteśmy teraz przyzwyczajani do doskonałości na scenie, wszyscy się odmładzają, pompują w siebie litry chemii, by sie wygładzić, uwypuklić, by wyglądać staro-smiesznie i niewiarygodnie.
W każdym razie - film będę miała na uwadze. :)

kapelusznik pisze...

Wizualnie to byli starzy i bardzo starzy ludzie. To nie jest pokolenie operacji plastycznych i botoksu. Pierwotnym założeniem było aby w chórze spiewały osoby, które przeżyły dwie wojny światowe. Obecnie coraz trudniej niestety o takich seniorów. Widać po nich starość, choroby czasem zmęcznie ale widać też wewnętrzne światło. Widać, że są młodzi duchem no i sercem .