skip to main |
skip to sidebar
rysa
Film Rafała Rosy oparty na modnym ostatnio temacie – lustracji.
Oni – dobre, kochające się małżeństwo z czterdziestoletnim stażem. Nie klepią biedy, żyją skromnie ale z godnością.
On - z tych co to mówią o takich „dobry człowiek”, nauczyciel matematyki. Pierze, sprząta, gotuje.
Ona – wykładowca uniwersytecki, z dobrej inteligenckiej rodziny.
Miejsce – Kraków.
W pewnym momencie w ich poukładane życie wchodzi „życzliwy”. Ktoś podrzuca kasetę z nagraniem telewizyjnym, w którym były ubek oskarża Jego o małżeństwo z wyrachowania, i donosy na jej ojca.
Po takiej informacji nic już nie jest takie jak było. Jedzenie traci smak, życie jakby staje w miejscu. Bo skoro nie można już cofnąć tych lat to może da się chociaż nie dopuścić do następnych. Jadwiga Jankowska-Cieślak gra kobietę całkowicie rozsypującą się pod ciężarem własnej niepewności i brnie we własny obłęd tak długo jak sama decyduje, że nie chce trwać w tym małżeństwie. Tak do końca nie wiemy czy chodzi o to, żeby nie żyć z donosicielem, czy o to aby on nie żył z niedowiarkiem. Lecz kiedy on dostaje zawału jakby chciała się wycofać i pokazać, że nawet śmierć nie będzie decydować czy będą razem czy nie. Widzimy kobietę, egocentryczną, zdolną ranić bliskich, do których nie ma zaufania. Nie wiemy tylko czy to prawda o niej czy wynik rany na duszy.
Film stawia pytanie czym jest lojalność. Czy młody człowiek, powiedzmy że zmuszony do donoszenia, może być nazwany zdrajcą jeżeli przez następne czterdzieści lat okazuje się być wiernym małżonkiem, kochającym ojcem a i czas donoszenia nie jest długi bo teść szybko umiera? Oczywiście zakładając, że był donosicielem.
Czy należy obwiniać tylko jego? A co z tym, który go zwerbował? Przecież niejednokrotnie donosiciele byli zmuszani perfidnymi szantażami. Ujawniane potem raporty obciążają piszących a nie tych, którzy zmuszali do ich pisania.
Oczywiście samo poruszenie spaw lustracji bardzo korci do dyskusji o niej ale dla mnie był to film o kłamstwie bardziej ogólnie pojętym i jego skutkach dla obydwu stron. Mamy tutaj oskarżenie, które może być prawdziwe i wtedy kłamcą jest mąż, lub fałszywe i wtedy kłamcą jest oskarżyciel. Niestety skutki wszystkich kłamstw dotykają nie tylko kłamiących. Tak jak kamień rzucony w wodę powoduje rozchodzące się fale, tak kłamstwo dotyka bliskich, rodzinę, przyjaciół, znajomych. Sprawia ból i zostawia brudne ślady na duszy a czasem ciągnie na dno rozpaczy.
To bardzo trudny problem i dobrze, że został poruszony. Niestety, mimo wielu pytań, które obudził ten film, nie mogę go zaliczyć do filmów, które polecam. Warto go zobaczyć dla jego aktualności i aktorów, ale ma podstawową wadę polskich filmów – jest nużący. Brak dobrych dialogów i odrobiny optymizmu budzi moje największe protesty. Ja nie wymagam salw śmiechu, ale żyć ze sobą czterdzieści lat i nie uśmiechać się do siebie. Tak nie robią dobre małżeństwa.
Zalicza więc ten film do gatunku - można zobaczyć w domu.
kapelusznik
4 komentarze:
Zasmuciły mnie trochę twoje słowa o filmie. Zresztą, podejrzewam, nie będe miała dylematu, czy wybrac się na niego do kina, czy poczekać na emisję w tv czy na płytkowe wydanie. Kina raczej nie odważą się na zamieszczenie go w swoim repertuarze. Może dopiero zobaczę go na wrzesińskich Prowincjonaliach. Powiadasz, że smutny rozpaczliwie. No coż, Rosa zatrudniajac do głównej roli Jadwigę Jankowską- Cieślak wiedział co robi... Świetna aktorka, naprawdę, ale tak jak kiedyś za młodu była żywą iskierką, tak teraz przypomina ciemne zgliszcza dawno wypalonego ognia. Widziałaś transmisję gali Festiwalu w Gdyni? Ja rozumiem, że ona może mieć żal, gorycz, może jest nawet chora, ale na Boga, choćby jeden mały grymas usmiechu by przesłała w kierunku widzów, niczemu winnych sytuacji w polskim kinie, a lubiących ją i jej stary dorobek. Szkoda, że znowu, jak piszesz - nie za bradzo wyszło... I zgadzam się - nie mozna przeżyć 40 lat z mężczyzną bez usmiechu... a jeśli - to to nie jest małżeństwo tylko dom wariatów. A może niektóre kobiety tak mogą? Byle tylko być nie być samą?
Basia
"Ciemne zgliszcza dawno wypalonego domu" - nawet nie wiesz takie to trafne odnosząc Twoje porównanie do "Rysy". Jej wyniszczenie fizyczne jest tak niesamowite, że nawet nie musi starać się grając Joannę, choć akurat jej i Krzysztofowi Stroińskiemu nie można nic zarzucić.
"A może niektóre kobiety tak mogą?" - takie właśnie sprawiała wrażenie w tym filmie. No cóż, czekam aż i Ty zobaczysz ten film i jakia będzie Twoja ocena. We mnie pozostawił niedosyt.
Ewo, nie wierzę, że prawie miesiąc nie widzialaś żadnego filmu. :)
Jestem ciekawa, w jakich klimatach sie ostatnio kręcisz, a może chodzisz na WFF?? Pozdrawiam i czekam :)
Basia
Tak, kilka filmów na festiwalu zainteresowało mnie na tyle, że mimo notorycznego braku czasu postanowiliśmy zobaczyc je razem z moim mężem, a dwa nawet z dziećmi. Skrobnę coś na ten temat. Ale jeszcze nie w tej chwili.
Prześlij komentarz