31 sie 2008

mroczny rycerz

Ponieważ starsze dziecko jest już w wieku, w którym ma prawo odmówić pójścia na „Małpy w kosmosie” a ja odmówiłam obejrzenia „Hancocka” wybraliśmy rozwiązanie polubowne i poszliśmy na „Mrocznego rycerza”.  Cała seria o Batmanie przyzwyczaiła nas do galerii barwnych zbirów, którzy bardzo dekoracyjnie wyglądali na tle czarnego uniformu Człowieka-Nietoperza. Te czarne charaktery zawsze wzbudzały dużo emocji. Były malownicze i przeważnie odtwórcy tych dziwadeł mogli się pochwalić opinią dobrych aktorów a nie tylko znanych gwiazd. Niestety przy takiej konkurencji sama postać Batmana wypadał blado i można było przeczytać lub usłyszeć różne utyskiwania na aktorów grających Nocnego Rycerza. Tak też jest i w przypadku „Mrocznego rycerza”. Tylko tutaj to nie batmani strój jest tłem. Mroczniejszą stroną jest wcielenie zła – Joker to on stanowi ciemne tło dla Batmana. Ten film należy do Jokera, nawet kiedy nie ma go na ekranie czujemy, że nie stoi bezczynnie a kiedy jest na ekranie robi się gęsto. To oczywiście zasługa Heatha Ledgera całkowicie utożsamionego ze swoją rolą, ale to stwierdzamy dopiero po seansie, w trakcie nie pamiętamy że to fikcja.  Joker Nicholsona był wrednie-groteskowy, bawiący się władzą, którą daje mu przewaga siły ognia i charyzma z jaką pociągał za sobą różne szumowiny. Joker-Ledger jest upiorny, jego groteskowość wynika ze stroju i kiepskiego makijażu ale to osoba, która nie musi mieć posłuchu u innych, nikogo nie potrzebuje a jeżeli potrzebuje dodatkową parę rąk to dostanie ją nawet wbrew woli pomocnika. To doskonały manipulator pozbywający się pomagierów, kiedy stają się zbędni. Inteligentny i uparty. Naprawdę szkoda, że taki Joker już nie pojawi się w innym filmie, bezsensowna śmierć zabrała wielki potencjał żyjący w tym aktorze. To smutne ale może właśnie ten potencjał nie pozwolił mu dalej żyć. Ten człowiek musiał mieś niesamowitą empatię pozwalającą na tak zaskakujące przemiany w filmach. Zawsze na miejscu i za każdym razem inny. Każda rola to inny człowiek, chyba trudno jest żyć z tyloma osobami w duszy a mieć w duszy jeszcze Jokera, którego sam stworzył to okropne.  Niestety Christian Bale cienko wypada przy takiej konkurencji. O ile jeszcze broni się jako Bruce Wayne to jako Batman jest beznadziejny. Zupełnie rozbrajała mnie jego mimika twarzy w masce. Nie ma o czym pisać.  Podsumowując, „Mroczny rycerz” po nudnawym „Batmanie- początku” to miłe zaskoczenie. Film trzyma tempo. Ma ciekawą intrygę i kilka innych ciekawych postaci, Gary Oldman jako komisarz Gordon, Morgan Freeman jako Lucius Fox, Michael Caine jako Alfred. Naprawdę z powodu Batmana nie trzeba zaraz rezygnować z zobaczenia tego filmu. Tym bardziej, że pokazuje starą prawdę, że mamy takich bohaterów na jakich zasługujemy w przystępny sposób i nawet mała dawka patosu na sam koniec nie jest w stanie spowodować zadławienia. Muszę jeszcze wspomnieć o jednym fakcie w filmie nie ma wcale krwi. Są sceny powodujące nasze odrętwienie ale nie widać krwi BRAWO.  kapelusznik

27 sie 2008

bezdroża

Jak się masz. Dziękuję, że napisałaś taki ciepły i szczery list. Bardzo dobrze się czyta o małych pasjach innych, takich które choć maleńkie (siedzenie na rozchybotanych krzesłach) to dają dużo radości i pokazują bliskość drogich nam osób. Nie dziwię się, że czujesz skrępowanie ja też próbuje wypaść jak najlepiej i wcale nie uważam tego za zakłamanie. Czasem tak jest, ze chcemy dobrze wypaść aby sprawić przyjemność przyjacielowi, w końcu jeśli to dobry przyjaciel to nasze małe zmartwienia i komplikacje z własną duszą wcale go nie ucieszą. Tak to już bywa, że przyjaciela nie bardzo da się oszukać. Możemy próbować być inteligentniejsi, moralniejsi niż naprawdę jesteśmy ale on jak radar wyczuje fałsz i zrozumie, że maski są czasem potrzebne. Tak jak Miles rozumiał Jacka choć wcale nie podzielał jego pasji do podrywania. Bo to wspaniałe mieć wspólne bziki ale wspaniałe też jest mieć swoje własne bziki i mieć pewność, że ktoś je rozumie. Można mu się także odwdzięczyć rozumiejąc jego bziki J. Przyjaciele z zewnątrz to dobra sprawa, ale oni też mają swoich zbzikowanych bliskich;). Siadają z nimi wieczorami i smakują filmy, które dobrze wchodzą pod wino i sery. Taki przyjaciel chętnie posłucha lub przeczyta potem o seansie i kłębiących się w głowie myślach i choć czasem przekaz w słowach nie zawsze oddaje dokładnie to co chcemy powiedzieć to można liczyć na zrozumienie bo z przyjacielem tak to już jest. kapelusznik

20 sie 2008

angielska robota

Już jestem, w pracy kocioł to i napisać nie ma kiedy. Wróciłam wyposzczona więc szybciutko do kina. Zaliczyliśmy w niedzielę dwa seanse. Jeden z dziećmi to o tym później. Wieczorkiem poszliśmy na „Angielską robotę”. Bardzo smaczny filmik i ładnie podany. Kilkoro drobnych krętaczy zostaje wciągniętych w polityczną intrygę przez służby specjalne. Ponieważ znamy zakończenie historii najbardziej interesuje widza to co pośrodku a w tym wypadku próby wyślizgnięcia się z zaciskającej się pętli. Próby czasem nieporadne i niestety niosące straty ale na tyle skuteczne, że nikt w tej sprawie nie został aresztowany, pieniędzy nie odzyskano a sprawa jak nagle wybuchła tak samo ucichła. Historia napadu na bank w Londynie oparta na faktach, została przeniesiona na ekrany bardzo zgrabnie. Zastanawia tylko na ile fantazja scenariusza odpowiada rzeczywistości. Niepodważalnymi faktami może być miejsce i sposób dokonania napadu albo zapis rozmów włamywaczy nagranych przez przypadkowego radioamatora. Ale cała teoria spiskowa dorobiona jako przyczyna kradzieży może być mocno naciągana. Mimo to polecam film ze względu na klimat i dobre wykonanie aktorskie. kapelusznik