skip to main |
skip to sidebar
bezdroża
Jak się masz.
Dziękuję, że napisałaś taki ciepły i szczery list. Bardzo dobrze się czyta o małych pasjach innych, takich które choć maleńkie (siedzenie na rozchybotanych krzesłach) to dają dużo radości i pokazują bliskość drogich nam osób.
Nie dziwię się, że czujesz skrępowanie ja też próbuje wypaść jak najlepiej i wcale nie uważam tego za zakłamanie. Czasem tak jest, ze chcemy dobrze wypaść aby sprawić przyjemność przyjacielowi, w końcu jeśli to dobry przyjaciel to nasze małe zmartwienia i komplikacje z własną duszą wcale go nie ucieszą. Tak to już bywa, że przyjaciela nie bardzo da się oszukać. Możemy próbować być inteligentniejsi, moralniejsi niż naprawdę jesteśmy ale on jak radar wyczuje fałsz i zrozumie, że maski są czasem potrzebne. Tak jak Miles rozumiał Jacka choć wcale nie podzielał jego pasji do podrywania. Bo to wspaniałe mieć wspólne bziki ale wspaniałe też jest mieć swoje własne bziki i mieć pewność, że ktoś je rozumie. Można mu się także odwdzięczyć rozumiejąc jego bziki J.
Przyjaciele z zewnątrz to dobra sprawa, ale oni też mają swoich zbzikowanych bliskich;). Siadają z nimi wieczorami i smakują filmy, które dobrze wchodzą pod wino i sery.
Taki przyjaciel chętnie posłucha lub przeczyta potem o seansie i kłębiących się w głowie myślach i choć czasem przekaz w słowach nie zawsze oddaje dokładnie to co chcemy powiedzieć to można liczyć na zrozumienie bo z przyjacielem tak to już jest.
kapelusznik
1 komentarz:
Oj, tak, tak, rozumienie się bez słow, albo nawet wbrew słowom, ktore się niezgrabnie wypwoeidziało - to jest to!
Z pewnym rozrzewnieniem i.. zawstydzeniem przeczytałam tę notkę sprzed ponad 3 lat. To były czasy mego świeżego zachwytu nad Almodovarem, nad jego otwartością i szczerością, a nawet pewnym artystycznym exhibicjonizmem. Postanowiłam i ja trochę spróbować - w końcu "nic co ludzkie nie jest, a przynajmniej nie powinno, nam być obce". Wydaje mi się, że wiele, jako zwykli ludzie, możemy się od siebie nauczyć nawzajem, wystarczy tylko trochę dobrej woli, otwartości, zrozumienia i wiary, że kierują nami dobre intencje. Tak jak to powiedziano w filmie "Sto gwoździ" (na ENH) - "lepsza jedna rozmowa z żywym czlowiekiem niż setki przeczytanych książek". W sumie, w praktyce różnie to bywa. Wiadomo. Ludzie, zazwyczaj traktują się nawzajem zbyt powierzchownie, albo przedmiotowo. Jesteś im potrzebna - ok. Jeśli nie - nie zauważają cię.
No właśnie i filmy też dobieram sobie takie, i tak je traktuję, jako taką rozmowę. Siadam sobie przed ekranem i licze, że nie tylko przyjemnie spędze czas, ale także sobie "porozmawiam", czegoś się dowiem, w czymś utwierdzę, albo nie zgodzę. Takie wyimaginowane spotkanie z kimś kto chce coś mi powiedzieć. Dlatego tak nie lubię Lyncha. Bo się kryje za formą. Zrobił raz "normalny" film "Prostą historię" i się go wstydzi.
Czas mija, przy okazji wiele weryfikuje, być może, gdybym teraz zobaczyła "bezdroża" moja notka wyglądała by zupełnie inaczej. :)
A już na pewno, nie wspomniałabym o węgierskim tokaju, jako winie do smakowania przy filmie. Teraz uwiebiam wytrawne czerwone Chianti, jakieś hiszpańskie Valdepenas itp. Kalifornijskie? Jakoś nie. Jednak nie. Jedynie na filmie "Bezdroża" lubię.
No to wypijmy! za dobre filmy i nasze rozmowy nimi inspirowane! :)
Prześlij komentarz