Takich filmów brakuje mi najbardziej w polskiej kinematografii. Smutnych ale nie dołujących.
Bo co też za życie mają nasze bohaterki, to pasmo biedy i upokorzeń. Rozpaczliwa walka o utrzymanie własnej godności i spokoju sumienia. Jednak jakoś nie czułam się podeptana po seansie. Pewnie, że nie ma nic wesołego, że córka ma dziecko z niewiadomokim a matka sypia z mężczyzną bo daje jej pieniądze. Ale żadna z tych kobiet nie jest postrzegana jak prostytutka (przez nas widzów). Uległość cielesna nie brudzi ich dusz. Co ciekawe nawet facet korzystający z "usług" matki nie gardzi nią. Wydaje się, że bliższe poznanie Halinki i Iwonki ukazuje ich czystość. Do tego świetna Figura i dotrzymujący jej kroku Zamachowski. Bo ten film należy do Kasi Figury. W pełni wykorzystano jej przaśną urodę. Oglądając po raz drugi ten film wcale nie miałam dość. Bo ja żurek basiu mogę jeść zawsze i nie odmawiam sobie. Choć czuję, że pod twoim postanowieniem nie kryje się niechęć do zupy tylko jakieś inne powody. Zastanawiałam się gdzie kryje się optymizm, który niewątpliwie dodaje smaku temu filmowi. Chyba w ludziach, którzy nie poddają się, nie są drobiazgowi i przyjmują z godnościa to co da im los. Zakończenie filmu wydało mi się trochę naciągane ale jakoś trzeba było tę historię zakończyć choćby w nagrodę za wytrwałość Halinki, a pozostawienie pytania "co z ojcem?" dało by większy niedosyt. Zakończenie jest jak majeranek w żurku, nie lubie majeranku ale w żurku jest konieczny nadaje ten końcowy smak.
kapelusznik